Kolej podziemna. Colson Whitehead.
Oprah Winfrey płakała, jak czytała. Barack Obama też zachwalał. A jak wiadomo, jest pierwszym czytającym prezydentem w historii. Tak dużo czytającym…czy jakoś tak.
Oprah Winfrey płakała, jak czytała. Barack Obama też zachwalał. A jak wiadomo, jest pierwszym czytającym prezydentem w historii. Tak dużo czytającym…czy jakoś tak.
Bibliotekara otrzymała ostatnio wzruszającą wiadomość. Pozwolę sobie zacytować: „Czemu Bibliotekara nic nie publikuje? Brak mi nowych wpisików :(. Pozdrawiam serdecznie, czytelniczka – szwagierka – W.”. Niezmiennie, zaskoczona szerokim zasięgiem tej strony, – powracam. A wracam z nie byle czym.
Dziś o tym, co mają ze sobą wspólnego Timbuktu, Nebraska i Hoboken oraz jak to jest spaść z ciężarówki z ziemniakami.
„Byłem zaskoczony tym jak wielkim cieszył się uznaniem. Jego wiersze nie ukazywały się wtedy. Były zakazane. Ludzie, którzy kochają poezję, kochają i poetów. A nikt nie kocha poezji bardziej niż Rosjanie.”
Dawno, dawno temu, tam gdzie dziś zaczyna się Mordor – na rogu Puławskiej i Domaniewskiej – kiedyś kończyła się Warszawa. I była wieś i pole. A mieszkał tam Jan Kaplica.
Wiruję z Panną Redundantną w rytm szalonych dźwięków Bojanglesa. Zawirowała cała Francja. Wirujcie i Wy.
Czytam „Panią Einstein” Marie Benedict. Okazuje się, że powieść jest gniotem stworzonym przez egzaltowaną, zakochaną w swojej bohaterce pisarkę. Taką, co to pisze tak długo i zapamiętale, że kiedy zamyka oczy wydaje jej się, że jest Panią Einstein… Continue Reading
Czasami bywa tak, że – jak mawia moja bardzo dobra znajoma – życie chłoszcze. I choć zwykło się sądzić, że nie oszczędza nikogo, to jednocześnie trzeba przyznać, że nad niektórymi znęca się z wyjątkowym zacięciem. Weźmy choćby bohaterki pięciu… Continue Reading
Długo nieobecna Bibliotekara powraca w hippisowskim stylu. Długo mi się nie pisało, ale za to całkiem sporo w tym czasie mi się przeczytało. Dziś czas na „Dziewczyny” Emmy Cline.
Na Klub Kameleona od dawna ostrzyłam sobie moje bibliotekarskie pazurki. Niech tylko ktoś rzuci przy mnie hasła: Paryż, lata dwudzieste, bohema artystyczna, a zaczynam się zachowywać jak Hannibal Lecter na widok wątróbki.