Nolens volens, czyli Chcąc nie chcąc. Zuzanna Kisielewska.

Zdradzę Wam sekret. Dzieci potrafią interesować się równie absurdalnymi rzeczami co dorośli. Zadziwiające, biorąc pod uwagę to, że chociaż fizycznie w mniejszym formacie, to wciąż są przedstawicielami tego samego gatunku. Czasami są to zainteresowanie bardziej egzotyczne niż samo wędkowanie.

Znałam dziesięciolatkę, której konikiem były katastrofy transatlatyków. Na Titanicu się nie kończyło. Wszelkie dane, na wyrywki – jakby kartkowała w glowie katalog morskich wypadków. Był też chłopiec, który chciał zostać maszynistą i fascynował go świat kolei, ale też prawo ruchu drogowego i wszelkiego rodzaju sygnalizacja. No i jeszcze as w tym zestawieniu – znawca „Leksykonu ptaków polskich”. „Czyżby to kwiczął?” – zapytał wnikliwie tuż po przestąpieniu bramy parku na jednej z wycieczek.

Dzieci, nie inaczej niż dorośli, a może nawet jeszcze intensywniej niż my, lubią pielęgnować swoje pasje i zaspokajać ciekawość świata.

„Nolens volens” jest wspaniałą odpowiedzią na te potrzeby. Rzecz jasna, nie jest to zramolały zbiór aforyzmów wydrukowanych niemodną czcionką na pożółkłym papierze. „Nolens volens” to sposób na otoczenie swojego dziecka – także tego nastoletniego – bogatym światem historii, sztuki, nauk ścisłych i społecznych. Przytoczone w albumie sentencje mają rodowód w łacinie. I jako takie pozwalają na oswojenie się z językiem, a nawet sposobem akcentowania poszczególnych wyrazów. Autorka i wydawca zadbali o stosowne, przejrzyste wskazówki co do akcentowanych samogłosek, które zostały podkreślone we wszystkich sentencjach.

„Nolens volens” nie przenosi jednak czytelników wyłącznie do antycznego świata, ale raczej całego europejskiego dziedzictwa – łącznie z czasami nowożytnymi.

A teraz szczerze:gdybym miała dziecko, trochę bałabym się kupić mu tę książkę. Z jednej strony, mądre książki to doskonały przepis na wychowanie Wunderkinda, a z drugiej strony małego Ważniaka. Ale co tam. Bogactwo tej książki powinno sprawić, że wszystkie Wasze wątpliwości znikną. Dzieci poszukują, badają. A przede wszystkim cudownie i bez trudu chłoną to, co jako dorośli musimy wypracowywać godzinami.

Dlatego warto mieć w domu „Nolens volens”. Dzięki tej książce, zupełnie przez przypadek, możecie wesprzeć rozwijającą się inteligencję swojej pociechy i uczynić ją dużo bardziej świadomą detali kultury, w jakiej żyje.

„Nolens volens” nie jest to jednak lektura na raz czy nawet pięć razy. Należy ją sobie porcjować. Także dzięki zachwycającej, nowoczesnej oprawie graficznej, ale nie tylko.
Do poszczególnych notek można po wielokroć wracać, utrwalać i odkrywać nowe rzeczy. W moim stadle średnia wieku zbliżona jest raczej do 30 niż do 13 lat. A mimo to „Nolens volens” było źródłem świetnej zabawy. Wystarczyło wybrać losowy numer strony i spróbować wyjaśnić sens i/ lub kontekst odczytanej przez drugiego sentensji. Było super, chociaż nasze tłumaczenia i domysły niekiedy pozostawiały wiele do życzenia.

Pamiętam, jak moja Mama kupiła mi książkę „Najważniejsze wydarzenia w historii Polski” Jerzego Besali. Przeczytałam fragment o Zjeździe Gnieźnieńskim i jako dziewięciolatka nagle chciałam wiedzieć jak najwięcej o młodym cesarzu Ottonie i jego matce Teofane.

Być może „Nolens volens” rozbudzi w Waszych Milusińskich albo Was podobną miłość do łaciny albo którejś ze wcześniej wspomnianych dziedzin. Książka Zuzanny Kisielewskiej to niezwykle wartościowy album dla czytelnika w każdym wieku. Czytelnika, którego potraktowano z największym szacunkiem, ambitną, świetnie zredagowaną treść w nowoczesnej oprawie graficznej.

Otaczajcie swoje dzieci takimi książkami. Tymi dotyczącymi sportu, sztuki, matematyki czy biologii. Nie bójcie się proponować im rzeczy ambitnych. Jedne ciepną w kąt, a inne mogą zamienić się w ich życiowe pasje. Będą Wam wdzięczni; tak jak ja swoim staruszkom. Gdyby nie książka Besali, pewnie w nieskończoność oglądałabym tylko bałwanka Oli Boli na VHS, kręcąc przy tym loka na palec. Ale w moim domu znalazło się miejsce na książki, dzięki czemu iskra zaskoczyła, a ja piszę dla Was moje śmieszne notki.

P.S. Mój egzemplarz, za który serdecznie dziękuję wydawnictwu Druganoga, trafił już w inne łapki i mam nadzieję, że przypadnie Malcom do gustu.

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *