Ekstaza. Lata 90. Początek. Anna Gacek.

Ekstaza Lata 90
Wydawnictwo Marginesy

Pierwszymi teledyskami, jakie pamiętam z wczesnej podstawówki, są „Music” Madonny i „Whenever, Wherever” Shakiry. Wykształciły u większości z nas mało szlachetne upodobanie do biodrówek — i tutaj obowiązywała wersja z rzemieniami albo brokatem. A najlepiej połączenie obu tych elementów, według obowiązującej w na początku lat dwutysięcznych złotej zasady „the more the morer”. Przed tipsami i kolczykiem w pępku uratowało niektórych z nas gimnazjum. Bo wtedy to już wszyscy chcieli być Kurtem Cobainem. Mnie właśnie te czasy przypomniała „Ekstaza. Lata 90.”

Wydawnicza ekstaza, czyli jak promować ksiązki.

Książki Anny Gacek z wielu względów nie trzeba chyba nikomu polecać. Po pierwsze, zachęca sam dorobek radiowy autorki. Wszyscy, którzy znają jej audycje, na pewno ochoczo podreptali i kupili „Ekstazę”, i się nie zawiedli.? Nie trzeba jej promować, bo Anna Gacek — o zgrozo — przy współpracy z Wydawnictwem Marginesy, sama zadbała o to, żeby jej książka była czytana, rozpoznawalna i miała motyw przewodni. Rynek książki w Polsce doświadcza zdecydowanie za rzadko tak przeprowadzanych premier.

Kwiatowa ekstaza, czyli jak nie uczulić futerka.

„Ekstaza” ma dziennikarski, anegdotyczny styl, ale niesie ze sobą zaskakująco smutne przesłanie i trudne emocje. Jest nią świadomość ceny za spełnienie snów o sławie. Była ona pragnieniem wszystkich początkujących muzyków tamtego czasu. Kiedy jednak przychodziła, po krótkiej chwili okazywała się przekleństwem. Trochę jak te lilie — nęcące, o słodkim zapachu, a jednocześnie dość mdlące i cmentarne. Może to i niewyszukana paralela, ale wiem, co mówię, bo uczuliły mnie i mojego kota Pulchnicza, który do tej pory leczy futerko.

Bez ekstazy, czyli jak przetrwać i tak ciesząc się życiem.

Dzisiejsi nastolatkowie są zaskakująco podobni do bohaterów tej książki. Nadwrażliwi i artystycznie ukierunkowani. Mają już telewizor, meble i samochody, bo poprzednie pokolenie zdążyło się — najczęściej kosztem własnego zdrowia – „nachapać”. Dlatego dla dzisiejszych osiemnastolatków najważniejsze są przyjaźnie, sztuka i potrzeba indywidualizmu, a nie teczka i gabinet w szklanym wieżowcu. Może stąd tak silny powrót mody lat 90. To chyba taki sygnał, że to, co materialne nie jest najważniejsze. Na szczęście, nie będzie kolejnego ekstatycznego pokolenia. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ucierpi może i na tym trochę muzyka, ale na pewno zyskają dzieciaki, które będą wiedziały, kiedy się zatrzymać na drodze do samozniszczenia. „Klub 27” jest współcześnie chyba coraz mniej cool i staje się symbolem nieprzeciętnie utalentowanych ludzi, którym nie udzielono na czas pomocy.

Ekstaza pod Choinką.

Oczywiście żałuję, że nie mam papierowej wersji „Ekstazy”. Ale z niecierpliwością wyczekuję dwóch kolejnych części trylogii. Nawet jeśli znacie część opowiedzianych przez Annę Gacek anegdot, to ich ujęcie zdecydowanie otworzy Was na innych sposób postrzegania ostatniej dekady XX wieku. „Ekstaza” z pewnością znajdzie się w wielu tegorocznych prezentownikach, bo to książka dla: miłośników muzyki, ale i mody, tych, którzy wtedy mieli naście lat, ale i tych, którzy o Nirvanie nic nie wiedzą. I tutaj mogłabym spokojnie wyliczać dalej, bo poza marudnymi hipsterami, nie przychodzi mi do głowy nikt, komu „Ekstaza” mogłaby się nie spodobać. Kupujcie sobie albo ładujcie Mikołajowi do wora.❤️

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.