Małe kobietki. Louisa May Alcott.

tłumaczenie: Anna Bańkowska

Nie wiem, jak Wy, ale ja już tęsknię za pierwszym śniegiem. To dla mnie zawsze jeden z najwspanialszych, magicznych momentów w roku. Rzecz niepojęta – przez kilka miesięcy lodowe gródki nie spadały z nieba, a tu nagle, proszę – bęc! Oczywiście wiadomo powszechnie, że nie jest to zjawisko pogodowe jak każde inne, bo płatki śniegu dzień i noc produkują pracowite, pełne entuzjazmu elfy. No to lecimy z kolejną, a przy tym starą jak świat, zimową opowieścią. Doskonałą na listopad i grudzień, kiedy późnym popołudniem można zagrzać stópki, wybrać ulubiony kubek i popijając coś ciepłego, oddać się lekturze. Myślę, że jak na chłodne dni, to i tak sto procent normy.

Dziś o Małych kobietkach, które okazują się wielkie duchem. A także o tym, czy wciąż sięgamy chętnie po klasykę w tym wydaniu? Czy to powieść ponadczasowa? Jeśli tak, to co ją taką czyni? Wszystko wskazuje na to, że w tym wpisie będzie wrzało jak w programie Tomasza Lisa. Witam w odcinku: Co z tymi <<Małymi kobietkami>>? Zapnijcie pasy ;).

tłumaczenie: Anna Bańkowska

Pewnie nic a nic Was to nie interesuje, ale i tak Wam powiem, na jakich powieściach się wychowałam. Jest to rzecz kluczowa dla mojej chorej perspektywy. Mózg Bibliotekary w siedemdziesięciu pięciu procentach to plusz i watolina; ponieważ jesteśmy łaskawi, możemy w tej liczbie uwzględnić niezborne myśli o jedzeniu, jedzeniu i jedzeniu. Czasami o rozdwojonych końcówkach albo moich kotach. Pozostałe dwadzieścia pięć procent zajmują książki. W tym, niemal całość stanowią Ania z Zielonego Wzgórza i Pollyanna. Przypomina to trochę wizytę w McDonaldzie – najchętiej zamawiam wszystkie dostępne części z wszelkimi możliwymi dodatkami. Dwa razy, na wynos. Nie mam wątpliwości, że w miejscu nazwiska w dowodzie powinna mieć Shirley – Blythe. Kiedyś jeszcze zachwycę świat, publikując Pokutę Aweryli i Zemstę Rozamundy, a na razie muszę cieszyć się tym, że mam kulę zamiast lalki ;).

tłumaczenie: Anna Bańkowska

No i podobnie rzecz ma się u mnie z Małymi kobietkami. Kocham wersję filmową z Susan Sarandon w roli Pani March i Winoną Ryder jako Jo. To ekranizacja na miarę lat dziewięćdziesiątych, czyli bezdyskusyjnie najlepsza. Tutaj zdradzę mały sekret: Beth w tej wersji umiera, a kto nie płakał w tym momencie, ten niech się lepiej nie przyznaje, bo to znaczy, że ma serce z kamienia. Zawsze chciałam być Jo – wygadaną, roześmianą, pełną energii chłopczycą – pisarką. Większość z Nas jest chyba jednak Beth – kochającą kotki i rodziców, cichą i nieśmiałą. Czasami jesteśmy nadąsanymi, wybrednymi leniuszkami jak Amy. Niezmiennie podziwiamy każdą napotkaną, rozsądną i stateczną Meg.

tłumaczenie: Anna Bańkowska

Takie są właśnie cztery panny March, a w tym, że się od siebie tak bardzo różnią, drzemie ich największa siła, a przy tym jest to jeden z najbardziej ujmujących elementów tej książki. Okazuje się, że sto pięćdziesiąt lat temu mogła powstać powieść, która co prawda, zawiera wiele anachronizmów, ale też jedno – wciąż aktualne przesłanie. Bohaterki Alcott mogą być dokładnie tym, kim chcą. Nieważne, czy ich pasją jest literatura, malarstwo, życie rodzinne czy też chcą jedynie spokoju i domowego ciepła. Wszytskie te wybory w domu Marchów są cenione na równi, bo są wolnym, szczerym wyrazem woli ich córek. Kiedy Alcott pisała małe kobietki, była druga połowa XIX wieku i mam poważne wątpliwości, czy na początku XXI nauczyliśmy się respektować zasady obowiązujące pod dachem państwa March.

tłumaczenie: Anna Bańkowska

Każda z dziewczynek jest inna, ale wszystkie bez wyjątku budzą w czytelniku sympatię i podziw. Ich codzienność wypełnia praca. Są samodzielne, zaradne, a przy tym zdeterminowane w doskonaleniu swoich charakterów. I nie jest to tylko nudny, dydaktyczny zabieg. Alcott w przekonujący sposób pokazuje, że głównym zadaniem ludzi niepozbawionych inteligencji jest rozpoznanie swoich słabości i ćwiczenie się w panowaniu nad nimi.

Nie zwlekajcie więc i odkurzcie w swojej pamięci tę kilmatyczną, pełną ciepłego, a przy tym mądrego humoru opowieść. Dziesiątego stycznia wchodzi do kin nowa ekranizaja ze znakomitą obsadą – w tym Meryl Streep, Emmą Watson i genialną Saoirsą Ronan. Macie szansę na odebranie tego noworocznego prezentu już jako doświadczeni czytelnicy 🙂 <3.

Emma Watson, Florence Pugh, Saoirse Ronan, Eliza Scanlen.
Małe kobietki to jedna z najbardziej klasycznych, zimowych opowieści.

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *