Śnieżna siostra. Maja Lunde.

tłumaczenie: Milena Skoczko

Jestem człowiekiem uboższym od co najmniej połowy czytelników. Są to, co prawda, bardzo pobieżne szacunki, ale zakładam, że około co drugi człowiek zakochany w czytaniu ma swoją ulubioną świąteczną opowieść.

Do tej pory jakoś nie zapracowałam na swoją. Nie ofiarowuję razem ze Scrooge’m indyka małemu Timowi. Nie odkurzam mojego DVD z filmem Holiday, żeby zrozumieć, że nic tak dobrze nie robi człowiekowi jak przeprowadzka z Elej do angielskiej chatki. Nie rozpoczynam też śledztwa w poszukiwaniu świerszcza za kominem. Nie pobieram nawet w Central Parku lekcji przedsiębiorczości od Trumpa. No nic z tych rzeczy. Ale Śnieżna siostra Mai Lude niesie nadzieję na zmiany.

Ta opowieść jest jak Chińczyk – do grona jej odbiorców mogą śmiało należeć osoby w wieku od dziewięciu do dziewiećdziesięciu dziewięciu lat. To historia osnuta wokół zimy i Świąt Bożego Narodzenia, ale też przyjaźni, straty oraz próby jej oswajania. A jak uczy Elizabeth Bishop, wszyscy jesteśmy mistrzami w traceniu, więc wszyscy mamy co oswajać.

ilustracje: Lisa Aisato

Nie byłoby jednak Śnieżnej siostry, gdyby nie Hedvig Hansen. Mai Lunde udało się stworzyć główną boahaterkę na miarę Ani z Zielonego Wzgórza czy niesfornej Pippi w pończochach. Hedvig to pełne entuzjazmu, piegowate stworzenie o kędzierzawej, rudej czuprynie. Jedno z tych, co to kochają przygody, a buzia im się nigdy nie zamyka. Nie wiem, jak u Was, ale jak dla mnie bohater lieteracki albo kradnie serca, albo równie dobrze mógłby niemal nie istnieć. A Hedvig chciałoby się uciszyć, mocno uścisnąć, spędzić z nią ferie, schować w kieszeń i w ogóle.

A wydaje mi się, że zapamiętałbym tę twarz. Małą i piegowatą, z szarymi oczami, które jakby tryskały światłem w zimowych ciemnościach, z dużymi uśmiechniętymi ustami i ogromną szparą między górnymi jedynkami.
— Mam na imię Hedvig — powiedziała. — Nie, zaczekaj, przedstawię się po- rządnie, pełnym imieniem i nazwiskiem. I bardzo żałuję, że nie mogę powiedzieć Hedvig Victoria Johanna Rosendal Ekelund czy jakoś tak… ale to by było kłam- stwo. A jak wiadomo, kłamać nie należy, zwłaszcza kiedy się spotyka kogoś po raz pierwszy.
Zrobiła przerwę na oddech, i słusznie, bo mówiła tak szybko, że trudno było za nią nadążyć, a poza tym gdyby teraz nie nabrała powietrza, prawdopodobnie by zemdlała. Podała mi rękę i przedstawiła się:
— Niestety nazywam się Hedvig Hansen. Pewnie ci się wydaje, że to nazwisko proste i łatwe do zapamiętania. Niektórzy właśnie tak myślą, ale tylko dlatego, że prawdopodobnie sami nazywają się o wiele ciekawiej i nigdy wcześniej nie zasta- nawiali się nad tym, jak szaro i nudno brzmi nazwisko Hansen. Nie dostałam na- wet drugiego imienia, żadnego króciutkiego drugiego imienia jak Anna czy Eng, rodzice nie wpadli nawet na to, żeby między Hedvig i Hansen wstawić równie nieciekawe imię jak Gerd. Wiesz, zawsze już będę miała do nich żal o to, że nie wykazali się nawet odrobiną fantazji, nadając mi imię.
— Aha — odpowiedziałem. — Hmm… Tak…
Więcej nie byłem w stanie wykrztusić. Nigdy w życiu nie spotkałem kogoś, kto mówiłby tak dużo i tak szybko jak ona. I naprawdę nie było wiadomo, co na to wszystko odpowiedzieć. Nagle zauważyłem, że cały czas wyciąga do mnie rękę, więc szybko ją uścisnąłem.

ilustracje: Lisa Aisato

Jest irytyjąco rozkoszna, dzięki czemu nikogo nie pozostawia obojętnym. Ale jak na wspaniałą bohaterkę literacką przystało, skrywa mroczną, nastrojową tajemnicę.

ilustracje: Lisa Aisato

Mamy wreszcie i jego – zwykłego chłopca, któremu przytrafiła się rzecz równie nienadzwyczajna, ale bardzo bolesna.

ilustracje: Lisa Aisato

I tutaj Maja Lunde wykonała wspaniałą pracę, portretując rodzinę dotkniętą problemem choroby i straty. Nie mogę o tym pisać bez ściśniętej krtani, więc resztę chyba bedziecie musieli sobie doczytać ;).

ilustracje: Lisa Aisato

Śnieżna siostra to opowieść wspaniale skonstruowana i poprowadzona, ale też zachwycająco wydana. Oczywiście nie jesteśmy materialistami, ale im więcej takich ilustracji i układu graficznego, tym lepiej dla naszego i najmłodszych czytelników gustu.

Sięgnijcie, więc proszę, po tę książkę. I nie musicie czekać do Mikołajek ani nawet do Gwiazdki. Na listopadowy, nieco zadumany i mroźny czas, też będzie jak znalazł.

ilustracje: Lisa Aisato

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *