Pusty las. Monika Sznajderman.

Pusty las wyszedł spod mistrzowsko oszczędnego pióra i chyba dla nikogo nie jest zaskakujące, że zachwyca pięknem języka. Poza wspaniałą prozą, książka przyciąga uwagę czytelnika silniej jeszcze czymś innym.

Pusty las jest książką niosącą ze sobą głęboką melancholię, której we współczesnej literaturze raczej próżno szukać. Wrażenia oraz szczegóły beskidzkiego krajobrazu Sznajderman wysyca słowami tak sugestywnie i silnie, że całe ustępy chce się czytać na głos. Takie są piękne.

Zimą modrzewie złocą się i rudzieją. Rosną tak szybko, że zimą mieszkaliśmy już w lesie. Sadzonki brzóz przysłał nam w paczce Augustyn Baran, pisarz z Izdebek. Zmarł kilka lat temu, zostały nam po nim te brzozy. Po tarasie, mostku i ścianach domu pnie się winobluszcz. W gorące, wilgotne lata tworzy ścianę zieleni, w której cieniu można sę schronić przed palącym słońcem. Jesienią, gdy z lasów porastających zbocza doliny dobiega wieczorami głęboki ryk jeleni, a nad łąkami unosi się mgła, zielona ściana czerwienieje.

Pusty las, Monika Sznajderman

Po opisujących dramatyczne wydarzenia, ale mimo wszystko pełnych dystansu, Fałszerzach pieprzu dostajemy Pusty las. Zachwyca on melancholią, która graniczy z sentymentalizmem. Dotąd zdecydowanie nie był to pisarski znak rozpoznawczy Sznajderman. Ale to właśnie niespieszna refleksyjność i introspektywność beskidzkiego otoczenia sprawi, że zakochacie się w tym reportażu.

W Pustym lesie da się odczuć nieobecność wielu jego dawnych mieszkańców – Łemków, Cyganów, Rusinów i Żydów. Chodzą jednak plotki, że ostatnio pojawiła się tam lekko otyła puma o srebrnym futrze. Serio.

W świecie tym stada owiec, igliwie, zapach ognisk przeplatają się z cytatami z Elegii napisanej na wiejskim cmentarzu Thomasa Graya, Jacquesa Le Goffa czy Dylana Thomasa.

Gaśnie blask krajobrazu, każdy kontur mięknie

i powietrze zastyga w milczeniu; jedynie

Bzyczący chrabąszcz śmignie albo sennie brzęknie

Dzwonek u szyi owcy w odległej krainie.

Elegia napisana na wiejskim cmentarzu, Thomas Gray

Panienka do spodu miejska, jak pisze o sobie Sznajderman, spogląda na Beskid Niski zupełnie inaczej niż ludzie zamieszkujący go od pokoleń. Ale potrafi po mistrzowsku nazwać i wiernie oddać jego specyfikę.

Gdy wspinam się łąką na grzbiet Mareszki, bolą mnie nogi, leżąc wieczorem w łóżku, mogę przywołać to doświadczenie. Wiem, w którym jarze mieszkają sarny i gdzie najmocniej pachną macierzanka, lebiodka i mięta – dokądkolwiek jadę, zabieram te zapachy ze sobą. Wiem, gdzie rośnie ptasia wiśnia, zwana trześnią, i jaki smak mają jej owoce. Wiem, jak budzi się wieś i z której strony dobiega wieczorne ryczenie krów. Odróżniam szczekanie psów. I beczenie nowo narodzonych jagniąt na wiosnę. Moje ucho nieomylnie wychwytuje każdy niecodzienny dźwięk, oko obraz, nos zapach. Wiem, gdzie tryskają źródła, gdzie rosną kaczeńce i pałki i gdzie ziemia jest stale podmokła, a gdzie sucha jak pieprz.

Pusty las, Monika Sznajderman

Książka jest tak bogata w znaczenia, że ma się wrażenie jakby nic nie umknęło przenikliwej obserwatorce. A mimo to wciąż – nastrój reportażu pozwala wierzyć, że i dla nas zostało wiele do odkrycia i w każdej chwili dzieją się tam zajmujące rzeczy. Pusty las to must read, który świetnie wpisze się atmosferą szczególnie w przełom powoli mijającego lata i nadchodzącej jesieni.

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *