Wojna, która ocaliła mi życie. Kimberly Brubaker Bradley.

 

tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant

The Wall Street Journal nazwał tę książkę „boleśnie piękną”. Rzeczywiście, jest to jedna z najpiękniejszych historii w literaturze dziecięcej, z jaką się spotkałam. A czytałam przecież „Tupcia Chrupcia”, a nawet „Głupiego dzidziusia”. Mniej wtajemniczonym przypomnę, że „Głupi dzidziuś” jest jedną z części znamienitej trylogii, do której należą również takie dzieła jak „Ja nie chcę do przedszkola” i nieznające sobie równych „Kupa siku”.

Wojna, która ocaliła mi życie” także zasługuje na miejsce w dziecięcym kanonie. A plasuje się w nim w sąsiedztwie „Tajemniczego ogrodu” czy „Ani z Zielonego Wzgórza”, czyli całkiem godnie.

Boleśnie” nie jest tutaj przypadkowym określeniem. Jest rok 1940, a londyńskie dzieci z powodu spodziewanych nalotów, ewakuowane są na południe Anglii. Wśród nich wyruszają także nasi bohaterowie – Ada i jej młodszy braciszek Jamie, którzy uciekają nie tylko przed wojną. Szukają miejsca, które uchroni ich przed biedą, niedożywieniem, złością i agresją ich mamy. Choć Ada jest starsza od brata, nie tylko nie wie, ile ma lat i jak się nazywa. Nie umie pisać i czytać. Nie zna widoku drzew, ani nazw wielu przedmiotów. Nigdy nie wychodziła na zewnątrz. Mama wstydziła się zdeformowanego ciała Ady, ale nie próbowała jej leczyć.

Dzieci trafiają do panny Susan Smith, mieszkającej w malowniczym hrabstwie Kent... Nie trzeba chyba dodawać, że od tej pory wiele się zmienia?

Muszę przyznać, że zwykle, kiedy blurby książek roją się od frazesów: „wzruszająca” czy „niezapomniana”, to odkładam książkę i drepczę sobie dalej. Ale najwyższy czas na to, żebym ja też uległa recenzenckiej modzie. W przypadku tej niewielkiej powieści większość rozdmuchanych pochwał będzie zasadna. Uwaga, jadę z frazesem: „To książka, która uwrażliwia na inność i pozwala zrozumieć ludzką słabość. Uczy, jak wielką rolę w życiu każdego z nas może odegrać prawdziwa pasja. Jak ważne wiara w siebie, determinacja i odwaga.” No i jest o dziewczynce, która ma kuca o imieniu Butter, a z tym, to już się po prostu nie dyskutuje. Serdecznie polecam, Bibliotekara.

 

 

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *