Tajemna historia. Donna Tartt.

 

tłumaczenie: Jerzy Kozłowski

Bibliotekara otrzymała ostatnio wzruszającą wiadomość. Pozwolę sobie zacytować: „Czemu Bibliotekara nic nie publikuje? Brak mi nowych wpisików :(. Pozdrawiam serdecznie, czytelniczka – szwagierka – W.”. Niezmiennie, zaskoczona szerokim zasięgiem tej strony, – powracam. A wracam z nie byle czym.

Powieść „Tajemna historia” łączy w sobie najlepsze cechy gatunkowe powieści psychologicznej i dobrego kryminału. I chociaż jest to sformułowanie równie wytarte, co moje bambosze, to nie bójmy się go użyć na łamach Bibliotekary po raz pierwszy: „Tajemna historia” fascynuje i utrzymuje czytelnika w niemalejącym napięciu.

Jest pełna sprzeczności. Uznawana za jedną z najważniejszych powieści końca XX wieku, może być jednocześnie lekturą dla ambitnych trzynastolatków. Momentami bardzo mroczna, a za chwilę zabawna i lekka. Tartt udało się w „Tajemniczej historii” osiągnąć coś, co charakteryzuje wszystkie wspaniałe, kochane przez czytelników powieści. Kiedy je czytamy, za każdym razem mamy wrażenie przechodzenia do magicznego, osobnego i niepowtarzalnego świata. Określony nastrój i wrażenie osiągamy czytając jedynie tę i żadną inną powieść. Tak właśnie jest z „Tajemną historią”.

„Tajemna historia” to sukces wydawniczy na co najmniej kilku polach. Została nie tylko doskonale napisana i przetłumaczona – zadbano także o ciekawą oprawę graficzną powieści. Wszystkie trzy powieści Tartt utrzymane są w podobnej szacie graficznej. Ich obwoluta (zdjęcie otwierające wpis) przypomina przesyłkę zapakowaną w szary papier. Imitowane rozdarcie za każdym razem pokazuje inne dzieło sztuki, które zainspirowało Donnę Tartt do napisania powieści. W przypadku „Tajemnej historii” był to „Triumf Bachusa” Garofalo. Ciekawa obwoluta ukrywa jednak naprawdę ładną okładkę, która w całości pokryta jest reprodukcją obrazu

To opowieść rozgrywająca się na jednym z mroźnych kampusów Nowej Anglii. W tajemniczym Hampden Collage naukę rozpoczyna pięciu adeptów filologii klasycznej. Studiują pod skrzydłami ekscentrycznego, zachwycającego profesora Juliana Morrowa. Morrow świetnie gotuje, zna gwiazdy złotej ery Hollywood, jest omnibusem. Jest jak Dumbledore – każdy chciałby się od niego uczyć. Studenci Morrowa otrzymują indywidualny tok studiów, a przez to funkcjonują w całkowitym oderwaniu od reszty uczelnianego światka i jego reguł. Mamy inteligentne dialogi, mamy barwne postaci. Mamy ofiarę zbrodni i sprawcę ujawnionych w pierwszym akapicie powieści. A dalej jest tylko ciekawiej.

Być może zapuszczam się między nie te biblioteczne półki, które powinnam, ale dawno nie znalazłam współczesnego pisarza, który używałby takich słów jak „palisandrowy” czy „stentorowy’”. Donna Tartt używa. Co zrozumiałe dla wszystkich, współcześni pisarze rezygnują z bardziej oryginalnych fraz, kierowani troską o spokój czytelnika i przystępność swoich powieści. Nikt nie podejrzewa ich przecież o to, że sami używają nieplastycznego, ubogiego języka. Co to, to nie.

Najwspanialsze jest jednak to, że „stentorowość” i „palisandrowość” nie czynią stylu Tartt niestrawnym i za ciężkim. „Tajemna historia” napisana jest z wirtuozerią, a jednocześnie na tyle błyskotliwie, że wciąga czytelnika jak przystało na dobry kryminał. W jednym z wywiadów Tartt powołując się na Hitchcocka, powiedziała: „Siedzący naprzeciwko siebie przy stole i rozmawiający ludzie są idealną okazją do zbudowania napięcia w powieści. Wystarczy, że pod stołem podłożona jest bomba. Bohaterowie nie są jej świadomi, ale widzą ją czytelnicy. I czekają na wybuch.”

Tym połączeniem Tartt ujmuje chyba najbardziej. Jest genialna, a jej pisarski perfekcjonizm budzi respekt. Ale jednocześnie, jest także całkowicie oddana dynamice opowiadanej historii i skomplikowanym relacjom łączącym jej bohaterów. Według Donny Tartt pierwsze zadanie i najważniejsze przykazanie pisarza polega na dostarczaniu czytelnikowi rozrywki. Uważne, pełne troski czuwanie nad tym, żeby lektura była jak najbardziej zajmująca. I biorę na świadków wszystkie do tej pory przeczytane książki, Donna Tartt wywiązuje się ze swojego obowiązku jak mało kto.

źródło: semperpreparatus.tumblr.com

Bohaterowie Tartt są lekko snobistyczni i zblazowani, ale za to zawsze dobrze ubrani. „Tajemna historia” to wyprawa w głąb klasyki literatury, ale także w głąb klasycznej elegancji. Pełno tutaj okrągłych okularów w drucianych oprawach, getrów, brogsów i oksfordek. Nie zabraknie bajecznie kolorowych krawatów czy marynarek w jodełkę. Naprawdę, nie ma na co narzekać. Tartt przelała na swoich bohaterów sporą część własnego, dobrego gustu. I tu docieramy do sedna sprawy.

W „Tajemnej historii” nie chodzi bowiem wyłącznie o doskonałą opowieść. Połowę słusznej sławy książka zawdzięcza zjawisku, które na własny użytek możemy nazwać „tarttyzmem”. Donna Tartt jest jednym z najważniejszych nazwisk w świecie współczesnej literatury. Wychowała się w Missisipi, a południowe pochodzenie zaszczepiło w niej wielką miłość do literatury i dobrze opowiedzianych historii. Jej mistrzami są: Dickens, Faulkner, Nabokov, Welty. Do tej pory wydała trzy powieści, a napisanie każdej z nich zajęło jej średnio dziesięć lat. I nie dlatego, że zbierała pieniądze na papier i długopisy. Tajemnicza, elokwentna i zawsze nienagannie ubrana. Tartt w świecie literatury jest niekwestionowaną osobowością.

Karolina Sulej o Donnie Tartt dla „Wysokich Obcasów”: Dandyska w rozmiarze XS z Pulitzerem.

Pamiętam ekstatyczne uczucie, jakie dała mi pierwsza lektura „Dumy i uprzedzenia” czy „Anny Kareniny”. Miałam dwanaście lat i całe wakacje spędzałam z książką, nonszalancko rozkraczona na kanapie. Moja mama nazywała tę pozycję, trafnie zresztą, „ginekologiczną”. Ale poza, chociaż niezbyt zgodna z protokołem, pozwalała na najważniejsze. Na całkowite zatopienie się w czytanej opowieści.

Historie, które wtedy czytałam, poznani bohaterowie pochłonęli mnie i zostali ze mną na zawsze. Byli wspaniali i tylko moi, wyobrażeni co do najmniejszego szczegółu. „Tajemna historia” jest pierwszą książką, która po kilkunastu latach przypomniała mi jak wielką, nieskrępowaną radością może być czytanie.

 

Benvenuto Tisi Garofalo, Triumf Bachusa i Ariadny, 1540.

Bibliotekara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *